wtorek, 30 sierpnia 2011

KOŁOBRZEG (by Bodek)

Pojechałem na kolejny maraton rowerowy aby spełnić dziecięce marzenia, tym razem do Kołobrzegu. Wystartowało aż 470 rowerzystów, w tym mój guru, zawodowiec Martinez i moja skromna osoba. Na metę z różnych przyczyn nie dojechało tylko dwóch kolarzy. Trasa super, mimo dziur i bruku, jak dla mnie małe góry. Wiatr był tak silny, że mógł położyć na pobocze każdego jeźdźca, ale nareszcie zatriumfowała moja waga 200 funtów i się nie dałem tylko dziwnie podskakiwały mi okulary od podmuchów. Wracając do trasy, była bardzo czytelna i zabezpieczona przez Policję i inne służby. Tak sobie truchtałem…. Gdy zobaczyłem rogatki Kołobrzegu nagle przybyło mi sił i byłem tak zdesperowany i bezczelny, że wyprzedziłem aż czterech kolarzy!!!(już myślałem o zupie).
I wreszcie meta! Zupa faktycznie była dobra i kawa też mrożona, i gorąca, którą też wypiłem, choć bardziej lubię inne napoje. Wieczorem ognisko, kiełbaski i kaszanka w miłej atmosferze.
W następnym dniu uroczyste zakończenie, odbiór medali przy dźwiękach kapeli. Panie lansowały w spódniczkach mini a panowie bardziej wyluzowani - styl dowolny. Kiedy padło moje nazwisko wypiąłem dumnie pierś i poszedłem po odbiór medalu ukończenia wyścigu (5% do emerytury). I znowu musiałem odebrać medal za Martineza bo już wyjechał (te cholerne kosztorysy – wolniej). Poznałem następnych ludzi pozytywnie zakręconych m.in. Franciszka Komolkę z Leszna, który nie opuścił żadnego maratonu w tym roku. Po tych uciechach dla duszy i ciała udałem się na piękną kołobrzeską plażę żeby regenerować siły na następny maraton. I tak jak zacząłem tak kończę. Żeby spełniać dziecięce marzenia.


Bo
dek

piątek, 26 sierpnia 2011

Kołobrzeg

No i po Kołobrzegu. Niby nad morzem, niby powinno być płasko ale .... Ale nie było. Trasa pofałdowana jak na klasykach a do tego wiatr. No i jak to zwykle bywa biednemu w oczy. No może nie w oczy ale raczej w bok. Wiało okrutnie. Kto się zagapił i odpuścił koło miał jazdę w grupie z głowy. Tak też się stało na jednym ze skrzyżowań z główną drogą. Ze starczej ostrożności zwolniłem do stójki niemal a grupa (dość mocna) ni. Po wyjściu z zakrętu wiatr przydławił i 40 m do grupy. Kołki w zęby i wio. 30m ... 20 m ... 10 m ... 10 .... 10 .... 20m ... 30 .... kaplica... 50m .. pajechali. I zaś indywidualna jazda na czas a raczej na wiatr. Potem już tylko wyszukiwanie celów na horyzoncie do dogonienia i nieudane próby doskoczenia do przelatujących peletoników młodzieżowych. Po kolejnej z takich prób przytkanie i powrót rozsądku. Jazda we własnym tempie z dwudziestolatką w niebieskim stroju w zasięgu wzroku (jestem dalekowidzem). Sięgnięcie po żel od Bodka. Podobno rewelacja od alpinisty. Odrywam folię i dziwny, słonawy smak. Czyżbym wziął maseczkę żony na modelowanie konturu twarzy? Sprawdzam i ulga a zarazem żal, że nie poprawi mi się kontur. To jednak żel. Psychika staje dęba. Skoro nie słodki to widocznie super. Czuję siłę! Staję w pedałach i gonię młodą. Jak ją dojdę i wlepię oczy w okolice siodełka to już nie odpuszczę nawet gdyby to była Włoszczowska. No i nie doszedłem. A żel. No raczej żal. W Kołobrzegu doszła mnie młodzież męska. Patrzy na moje siodełko. A fe! Na ostatnim kilometrze daję gazu i mijam linię mety niczym Cavendish. Wynik średni ale finisz klasa. Średnia zupka i super darmowa kawa mrożona. Po pierwszej mrożonej poprawiam dwiema gorącymi a na koniec zaś mrożona. Do mety dojeżdża Bodek. Jest stateczny. Mimo klasycznej budowy sprintera nie finiszuje pokazowo :).

Ocena imprezy:
1. Organizacja i atmosfera imprezy - dobra
2. Oznakowanie trasy - dobre
3. Stan dróg - dobry + atrakcyjny odcinek brukowy
4. Korytko - cienko (tylko zupka na mecie, reszta na wieczornym ognisku)
5. Gadżety - cienko (tylko medal, długopis i darmowy basen)
6. Kawa :) - super

Nasze na mecie (open/kat):
Martinez - 74/13
Bodek - 153/26

Z ostatniej chwili
Jednak to to była nastolatka! Pierwsza w K1. Gdybym ja to wiedział na pewno bym ją doszedł. To przecież tzw. target dla starców (M5). Jedyna kobitka co mnie wyprzedziła :). Dwa lata temu żadna (oj starość i radość).
Dokumentacja foto po powrocie Bodka.