niedziela, 29 kwietnia 2012

NIEDZIELA

Co prawda  zaraz po Radkowie ale bywa i tak. Za tydzień 6-go maja jazda integracyjna. Już w nowych garniturach oczywiście. Garnitury dały już kolorystycznego czadu w Trzebnicy.  Niebawem barwna relacja Bodka ukraszona skwarkami, sorry, fotkami M.Jacka (jadłem w sobotę smalec ze skwarkami na pajdzie w ramach rekompensaty za utracony start).
Dystans 50up. Start 10.30 spod Ronalda :). Tempo spoko. Potem konsumpcja składki i ustalenie terminu tegorocznych mistrzostw.
Mamy nową kandydatkę urzeczoną kolorystyką naszych barw :).

wtorek, 10 kwietnia 2012

TRZEBNICA ?!

Trzebnica. Jechać, nie jechać!? Podumać warto.
I cóż my tu mamy?
Na liczniku przebieg trzycyfrowy jeszcze. Każda marna zmarszczka w ukształtowaniu terenu powoduje zadyszkę. Kolana bolą, stawy jeszcze piszczą a oliwienie znanym sposobem nie pomaga.
Mamy też trzy dystanse do wyboru.
Giga (mega+rodzinny)
Sama nazwa, że nie powiem o dystansie, przeraża więc od razu odrzucamy.
Nazwa conajmniej niefortunna. Sugerując się nią zaproponowałem członkom mojej rodziny wspólną jazdę. Bez cienia zrozumienia. Wszyscy jak jedna żona orzekli, że mam nierówno pod sufitem i żebym sobie jaj wielkanocnych z rodziny nie robił bo nie od tego jest rodzina. I mają rację. Dystans 75 km może dotyczyć rodziny Cancelary. Tak więc tzw. „rodzinny” odpada z uwagi na brak pokrewieństwa z Szozdą a samemu po prostu nie wypada chociaż obniżone wpisowe kusi.
Nazwa dumna, dystans słuszny. Dodatkowym argumentem za jest fakt, że zawiera górkę-niespodziankę. Nie można przecież zrezygnować z widoku zygzakujących jeźdźców apokalipsy pokonujących wzniesienie. Na tym etapie przygotowania będę jednym z nich i mam nadzieję, że nie skończy się na „z buta”.
Po poniedziałkowym, posernikowym treningu jestem pełen optymizmu. Fakty przemawiają za porzuceniem mrzonek o rodzinnej jeździe i wyborze mega. Tak jest! Na początek sezonu zostanę meganem. Tylko na początek :).
Po pierwsze już na samym początku treningu minąłem bez problemu mistrza Juniora i szybko pozostawiłem go w tyle. Ha! Moc jest ze mną.
W Wilczkowie koło stawu umknąłem rączej sobace sołtysa. Biedna psina z piskiem przerażenia zrezygnowała z mojej łydki po ujrzeniu zagęszczonych strug powietrza owiewających moją nienaganną sylwetkę niczym bolid testowany w tunelu aerodynamicznym.
I na koniec najlepsze. Na hopce w Kwietnie wyprzedziłem wycieniowanego aczkolwiek pomarszczonego weterana tej trasy, który zasuwał na wypasionej ukrainie z wiązką chrustu na bagażniku.
Moc jest ze mną!
Drżyj Trzebnico!!!

  
 KOMUNIK(50up)AT
W celu zaoszczędzania na nagrody w tegorocznej imprezie roku (mistrzostwa 50upAT) umawiajmy się na wyjazd do Trzebnicy :).