poniedziałek, 27 sierpnia 2012

NIEDZIELA

Bartoli zaprasza w imieniu zarządu :)

2-go września zaś pierwsza niedziela.
Jazda tradycyjnie integracyjna pod kierunkiem Bodka i Rycha.
Godzina jak zwykle 10.30 . Miejsce - Roland. Chyba, że dowodzący ustalą inaczej.
Wysokość składek bez zmian. Chyba, że dowodzący ustalą inaczej. :)
Trasa wokół jak zwykle wokół zalewu (50upkm).  Chyba, że dowodzący ustalą inaczej.
Po jeździe ostateczne dogranie sprawy czasówki. Chyba, że dowodzący ustalą inaczej.  
 

wtorek, 21 sierpnia 2012

KOŁOBRZEG

I po Kołobrzegu. Start jak zwykle spod hali Millenium ale tym razem meta w innym miejscu. Pomysł niezbyt fortunny. Tym razem z regionu trzech w tym naszych dwóch.Mało brakowało a bym nie wystartował. W piątek nabijałem piwne paliwo do mego baku więc nie pojechałem po numer. Startowałem przed 10-tą więc myślę spoko. Do 9-tej wydają numery a z Dźwirzyna rzut beretem. Przez pomyłkę po ciemku przestawiam zegarek na czas zimowy. Budzę się rano, patrzę na zegarek. 6-sta. Spoko. Jeszcze poleżę. Po pół godzinie wychodzę z namiotu. Jak mówią na opolszczyźnie, czasu jak marasu. Powolna konsumpcja. Jeszcze kawka. Luzik. Rzut oka na zegarek. 7.45. Obok dziwne literki. Sprawdzam czas na komórce. O k.... 8.45. Przyśpieszenie ferrari. Dojeżdżam na 9.20. Nie wydają numerów. Finito! Za rada Darka jadę na zakręt gdzie stoi boss. Przyjmuję postawę dziada proszalnego wiedząc że roszczeniówka nie da efektu. Po 5 minutach jęczenia boss mięknie. Dzwoni do koleżanki. Po 10 minutach mam czipa i numer na kierownicę. Do startu mam czasu jak marasu :). Na starcie w mojej grupie 82-letni młodzian na szosówce. Napawa mnie to optymizmem. Przy nim widzę, że moje 5 z przodu to dopiero początek kariery sportowej ;).
 Pogoda dobra ale asfalt marny. Już na 10 km widzę pechowców na poboczu i pchających rower w kierunku mety. Cieszę się, że mnie to od pamiętnego Zieleńca ( 3 zmiany detęk) nie spotkało. Ale do czasu ... Na krótkim zjeździe po 60 km słyszę, że z Aurory wystrzał padł (10 atmosfer w oponach 19-tkach robi swoje). Zaliczam gumę. Dojeżdżam do zakrętu i pobocze całe moje. Mijający życzliwi oferują pomoc. Dziękuję bo sam dam radę. Kpiąca ale apetyczna "inna" stwierdza, że moje koło jest brzydkie. Co to, to nie! Może i wredne ale brzydkie  nie. Przecież spałem z nim przez tydzień po zakupie :). Zdejmuję koło, ściągam oponę i dętkę. Dętka rozerwana. Sprawdzam oponę i powtórka z Zieleńca. Nie przebicie ale rozcięcie opony. Centymetrowa sznyta. Wkładam nową dętkę i pompuję aż do wyjścia balonika. Spuszczam powietrze aż zniknie. Dosiadam klaczy i sprawdzam oponę a balonik hen. Już nie płaczę :) bom nie baba. Dojeżdżam do mety turystycznie. Nie jem, nie piję i żyję. Jak prądy błądzące trafiam wreszcie na parking w okolicach startu. Krótka kąpiel z 1.5 l wody i ruszam na kemping. Po dorszu i trzech piwach uśmiech znów pojawia się na mym liczku. Po medal w niedzielę nie jadę bo czas na nim będzie rekordowy i podniesie mi się ciśnienie chociaż to tylko zabawa. Cały następny tydzień pływam i biegam trochę bo jazda na sznycie wykluczona. A miało być tak rowerowo.

Region na mecie:
Darek M. - 6/1
Józek - 40/3
Martinez - 132/20

Ocena imprezy:
1. Organizacja i atmosfera imprezy –  dobra poza rozdzieleniem startu i mety
2. Oznakowanie i zabezpieczenie trasy – dobre
3. Stan dróg – fe
4. Korytko – nie wim
5. Gadżety – nie wim

ostry start po trzecie miejsce

miłe złego początki

kicha












... bo słońce i plaża to ...

reklama grupy

 na koniec landrynka

piątek, 3 sierpnia 2012

KK wg Bodka

Zieleniec przywitał nas wspaniałą pogodą. Frekwencja „zakręconych w rower'' jak zawsze duża. Trasy były bardzo dobrze przygotowane tak po stronie czeskiej jak i polskiej. Zabezpieczenie, oznakowanie, wolontariusze bez zastrzeżeń. Wraz z nami startowała także kadra Polski paraolimpijczyków,  min. nasz stary znajomy Bogdan Król.
I po kolei.
GIGA:
Bartek Ćwiąkała normalny heros. To co wykonał w tym trudnym terenie i upale, duży szacunek.
MEGA:
Darek Czarnecki i Tomek. Trasa trudna. Podjazd na Porębę mając w nogach 90km niezły wyczyn.
MINI:
Józek Jurczak, Darek Maciejewski, Łukasz Duliba, a dlaczego mnie zabrakło to trochę później. Gwardia z mini pokazała na co ich stać, każdy zaliczył pudło.
Oprawa zawodów bardzo dobra, bufet wyśmienity, dla każdego coś dobrego bez ograniczeń.
A teraz o absencji w MINI. Mój brak w nim był spowodowany wizytą siostrzeńca z Chicago (wykładowca w college, z zamiłowania alpinista). Gdy go poinformowałem o sobotnim wyścigu wręcz wymusił na mnie w nim udział. I cóż miałem zrobić. Nie znając jego możliwości zaproponowałem "Rodzinny". I tak sobie "rodziny" pojechały swoją trasą a my swoją. Zwiedziliśmy dwa kościoły, zaliczyliśmy dwa podjazdy i jedną karczmę co dało ok 50km. Było wspaniale. Siostrzeniec zastanawia się czy nie rzucić wspinaczki na rzecz roweru :) . 
Region na mecie (open/kat):
GIGANT: 
Bartek - 36/7
MEGANIE:
Darek C. - 87/18
Tomek - 91/13
MINIMALIŚCI:
Łukasz - 13/3
Darek M. - 31/1
Józek - 56/3
FAMILIANCI:
Jacek alpinista - 1/1
Bodek  - 1/1