piątek, 7 września 2012

Rad am Ring

widok boksów zespołów F1 i prostej startowej
 

Tym razem na torze ... Nie, nie.. nie w Pruszkowie. W ramach nowych wyzwań  na torze Nurburgring śladami Laudy. Lala wreszcie jako bolid :) a Martinez jako Schumi :). Nie odstawaliśmy od pierwowzorów, zwłaszcza Lala, która nawet się wyróżniała swą urodą. Udział w imprezie dzięki zaproszeniu Darka C. poszukującego zawodnika do grupy i panującej opinii o Martinezie jako jeźdźcu górskim (wypracowana w poprzednich latach, w tym roku w pełni niezasłużona :)). Start jako "Breslau Blitz" (warum nicht Neumarkt Blitz?) nazwani przez unsere freund Rainer w ramach jego megazespołu.
NR nocą
Breslau Blitz przed startem

Skład Breslau Blitz:
easy riders:
1. Darek ein - lider grupy, 6 rund
2. Zyga - 5 rund
3. Darek zwei vel Maciej - 5rund
4. Martinez - 5 rund
catering and timekiper:
1. Sylwia - lepsza połowa Darka :), dzięki której mieliśmy co jeść i pić za co wielkie dzięki.

sobotni świt nie zachęcał
Impreza dla kolarzy i biegaczy. W obu dyscyplinach zróżnicowane dystanse. W kolarstwie była możliwość jazdy indywidualnej. Do wyboru od 25 do 150 km. W drużynowej 24 godziny (road i mtb), 2, 4 lub 6 zawodników. W niemieckiej drużynie Uli i Matthias jako ludzie ze stali jechali w dwójce bez sternika. 21 rund . Pełen podziw.Uczestników imprezy ponad 10 tys.
W drużynówce czas przejazdu był pomocniczy. Liczyła się ilość przejechanych rund.
Trasa nazywana także "zielonym piekłem". Niby tylko 24 km ale ... no właśnie ... ale po 10 km podjazdów i zjazdów a tylko 4 km prostej. Średnie nachylenie podjazdów to 5%, maksymalne 18% (ząbek).
Start o 13.15 po indywidualistach. Potem mtb. Pierwszy wystartował Darek. W ramach wewnętrznej rywalizacji pierwsze dzienne rundy z pomiarem czasu. Darek i Maciej równo po 54 minuty. Martinez z Zygą 57-58 minut. Wszystkie podjazdy pokonaliśmy na rowerach. Piechurów było wielu (zwłaszcza nocą i w drugi dzień zmagań). Miałem zamiar na drugiej rundzie nocnej zejść na "ząbku" jeśli się okaże że szybciej maszerują kameraden niż ja jadę. Jechałem jednak szybciej (jak oni wolno chodzą :)) a poza tym trudno by było rozmawiać z niemieckim towarzyszem mając ręce zajęte pchaniem roweru :). Nie myślałem nigdy, że będę odczuwał ulgę widząc na liczniku nachylenie 5%  :). Maksymalne prędkości na zjeździe z ustawionym wyświetlaczem radaru nad drogą to przeszło 100 kmph. U mnie kochającego życie jedynie 82 ;).
Wchodzenie w wyprofilowane zakręty na zjazdach tylko na pierwszej rundzie z  użyciem hamulców. Na kolejnych składanie się w zakręt. Na każdej rundzie mimo wszystko lekkie obawy czy nie wyrzuci poza tor. Nie wyrzucało. Jazda dzienna - po rundzie zmiana. Nocna na szczęście tylko jedna - po dwie rundy. Mnie wypadło samo masełko, godziny diabła. Od 2.00 do 4.35. Na szczęście noc była bezchmurna. Widok szeregu światełek na podjazdach niezapomniany. Pierwsza runda przyzwoita ( 1.10), druga ze skurczami (1.25). O dziwo skurcze dopiero na 20 km po pokonaniu wszystkich znaczących podjazdów, na jedynej długiej prostej. Sparing bokserski z udami i rozcieranie w czasie jazdy nie pomagało. Trzeba było stanąć i zrobić rozciąganie. Pomogło.
Darek zakładał przejechanie przez drużynę 24 rund. Skończyło się na 21 :(. Była jeszcze rezerwa czasowa na przejechanie dwóch rund ale niestety ani Maciej, ani Zyga, ani Martinez nie podjęli wyzwania. Zmęczenie osłabiło wolę. A fe! Mając do wyboru jazdę szóstej rundy lub prowadzenie samochodu w drodze powrotnej jako drugi kierowca wybrałem to drugie. I to był błąd. Rundę mogłem jechać nawet  1.20 bez większego wpływu na wynik gdyż liczył się czas wjazdu na rundę (przed upływem 24 godzin od startu). Po przespanych jedynie 4 godzinach od piątkowego porannego wyjazdu dojeżdżając autostradą do Kostomłot widziałem już motyle, kolorowe plamy i słyszałem jakąś eine kleine nacht music. Jazdę po powiatowych drogach prędkością 50-60 kmph powitałem z radością. No more. Gdybym pojechał szóstą rundę byłbym toże gieroj (dodatkowa runda przesuwała nas do pierwszej 3-setki) i spałbym połowę powrotnej drogi. Stary a głupi :).
Deutsche Kameraden bardzo mili i gościnni. Komunikacja w nowym esperanto czyli mieszaninie niemieckiego, angielskiego i polskiego. Zdarzał się i włoski. Gdy nie pomagały już nawet ręce zawsze był Rainer, który dobrze mówił po polsku. Mój zanikający angielski ożył a niemiecki z czasów wymian studenckich powracał powoli jako "moja chcieć twoja napić" :). Mimo zajechania się fizycznego i znacznego kosztu nie żałuję. W Polsce nie ma możliwości zaliczenia takiej imprezy. Ze znanych mi tylko Leszno w formule z zamkniętymi drogami i 3-etapówka w okolicach Istebnej daje inny posmak amatorskiego kolarstwa szosowego. Pojechałbym jeszcze raz na RaR (w innej taktyce) ale na przyszły rok szukam nowego wyzwania. Chyba żeby ...
Statystyka:
21 okrążeń w czasie 22:38:11 (czyli spoko były jeszcze dwa okrążenia)
w open 371 miejsce na 663 drużyny (a mogła być pierwsza trzysetka)
w kategorii 130 miejsce na 237 drużyn (a mogła być pierwsza setka)
Ocena imprezy:
1. Organizacja i atmosfera imprezy –  sehr gut
2. Oznakowanie i zabezpieczenie trasy – sehr gut (nawet samochody techniczne zbierające "trupy" z pobocza :))
3. Stan dróg – ideal
4. Korytko – super bo własne (były jakieś bony ale kto by tam łaził i szukał smakołyków "niemieckiej kuchni"gdy własne do syta)
5. Gadżety – schlecht jak na koszt wpisowego (eine kleine Medaille i parę batoników)
wiraże na nowej części toru

parę godzin później (wreszcie słońce się pojawia)


sobotnie śniadanie Macieja
pierwsi wystartowali biegacze
potem dystansowcy






Martinez ma czas

Zyga niecierpliwie czeka na zmianę


Darek spoko przed zmianą
boks kameraden
boks 50upAT
miś Schumi z medalem
Foto z imprezy min. pod http://www.runnersworld.de/laufevents/rad-am-ring-2012-bilder.277585.htm
Video pod http://www.youtube.com/user/RadamRingChannel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz