niedziela, 26 lipca 2015

KK Zieleniec

Noga boli ale jak tu odpuścić KK? Nie da rady!!! Z niezaleczonym achillesem, na lekkim znieczuleniu (mentalnym) ruszam na KK. Co tam?! Poboli i przestanie! Po prostu trzeba przesunąć granice bólu. I takie nastawienie lubię. Zwłaszcza u siebie :). Plan na KK prosty. Trzy czynniki do wzięcia pod uwagę. Pierwszy to ból. Jak będzie już wyraźnie upierdliwy to włączamy luz bo inaczej nigdy ta kontuzja nie zostanie wyleczona. Drugi to tętno. Do ostatniego podjazdu nie przekraczam 90%. Trzeci to kadencja na podjazdach. Nigdy poniżej 75. Chyba, że włączy się ból lub tętno. Plan trochę zachowawczy ale cóż zrobić gdy się człowiek sypie. Plan sportowy to 50up i avg powyżej 25. No i paszli w dół drogi. Na zjeździe spoko. Potem wypłaszczenie i dość ostre tempo grupy. Po drugiej zmianie włącza się ból i stopuję bo wiadomo ... wyżej achillesa nie podskoczysz. Odjechali w siną dal. Zostałem sam i przy zmianie nacisku ból powoli się cofa  do wyznaczonej granicy. Pierwszy podjazd spoko. W rytmie i bez bólu. Drugi spoko. Trzeci spoko ale przy nerwowej zmianie od razu na blacie i kasecie spada mi łańcuch jak Schleckowi na TdF. Na szczęście nie jadę z żadnym Contadorem więc nie żal. Przy zakładaniu oczywiście zaliczam szramę od wrednego blatu. Nic to! Tamuję krew smarem z łańcucha i ruszam wściekle dalej. I wraca ból. Czwarty zaliczam na miękko i wolno. Noga się uspokaja. Mija mnie wesoły Kurier. Zaczyna padać. Z 200 m ode mnie pierdyka dwa razy z nieba. Chyba zgrzeszyłem i stąd te wyraźnie do mnie skierowane grzmoty. Jadę dalej w strugach deszczu.  Na najlepszym zjeździe w maratonach szosowych ulewa. Żal bo strach się rozbujać. Ale i tak osiągam 66 kmph. Dojazd do Polski i już spokojny na 80% jadę sobie poprzez ścianę deszczu. Jedni mnie mijają, ja mijam drugich. Na 3-4 km przed metą dochodzi mnie Polbusowiec i razem dojeżdżamy do mety dziękując sobie za towarzystwo. Tym razem nie trzeba prysznicu. Wycieram się, pakuję Lalę, ruszam na korytko (jak zwykle w Zieleńcu bez zarzutu) i wracam home. Nie ma planowej avgV, nie ma 50up ale jest zadowolenie z udziału. Było super! Nawet ulewa (poza grzmotami) była zabawna. Średnia prędkość tylko 23,44 za to kadencja 81. Średnie tętno 86%, maksymalne 92.  Noga do lodu, lód do browaru, browar do przełyku i oglądam Quintanę w ostatnim zrywie. Sprawozdawcy jak zwykle się mądrzą. Za późno zaatakował. Jakby był w stanie to zrobić wcześniej to by zrobił bo widać, że jaj mu nie brakuje. Czasami hadko słuchać jak ony brehajo! Może by tak sami wsiedli na rower i spróbowali zaatakować!
Kurier najlepszy ze średzian na mini, Tomek jedynak na mega więc też najlepszy :). Nasi górą!
Nasi na KK
Mega:
88. Tomek - 34 kat.
Mini: 
17. Kurier - 6 kat. 50up
128. Martinez - 22 kat. 

KK wg Tomka
Było super. Już po raz czwarty na mega. Była ulewa przez dwie godziny, wicher i ślisko na zjazdach. Czas miał być lepszy niż w zeszłym roku ale jednak nie wyszło. Gorzej o 10 min . Warunki pogodowe i kilogramy wzięły górę w górach. Za rok się poprawię. Obiecuję! W nagrodę bufet do syta zaopatrzony w pyszne ciasteczka :)





Reszta zdjęć i wrażenia uczestników w miarę napływu. Na razie coś z Francji.
Nasi na TdF

Foto KK






 





sobota, 4 lipca 2015

Podsumowanie czerwca

Sezon w pełni. Czerwiec się skończył co można było przewidzieć. Aktywność naszych rośnie. Wreszcie załapaliśmy pudło a i ilość 50upów wzrosła. Zachowaliśmy czystość i nadal naszym celem jest walka z sobą i przeciwnikami zgodnie z zasadami fair play. Aktywiści w zasadzie ci sami. Reszta naszych jakaś niemrawa ale to się poprawi. Niemraki obiecują! Przełożyliśmy górską kreskę i mam nadzieję, że do końca lipca ustalimy termin, który zapewni największą frekwencję. Myślę, że dla niemrawych będzie to okazja do pokazania, poza czasówką w Ciechowie, kto tu jest prawdziwym kolarzem a na dodatek amatorem kolarstwa!

Czerwiec w statystyce grupy:
ilość imprez z udziałem naszych - 4
50upy - 7
pudła -  2
dyskwalifikacji - 0

 Zawodnik czerwca :)

Indywidualnie gorzej. Plan treningowy się sprawdził jednak ciało odmówiło. Wydolność była, waga była, wola była ... ciało zdechło. W Ślesinie, mimo kontuzji na biegu i gorszych warunków startu, poprawiony czas. Nawet biegu! W Radkowie, przy starcie z kontuzją w 14 st i w deszczu, poprawiony czas pływania i po zejściu z roweru czas o przeszło 3 minuty lepszy niż przed rokiem. Mogło zejść nawet o 10 minut przy tegorocznej formie biegowej. Byłoby pięknie ale ciało powiedziało ciao!  Tri na ten sezon pa! Półmaratony pa! Na szczęście została Lala. Jutro może pierwszy lekki trening po 2 tygodniach nogi na temblaku. Achilles nadal dokucza ale na rowerze zamknie ryja. Mam nadzieję. Do Zieleńca się zagoi. W tym roku jednak na mini chociaż mega kusił. Noga  nie pozwoli.

Bidny czerwiec w statystyce:
Rower -     185 km / -
Bieganie - 11 km /-
Pływanie - 7 km /-
Ogólnorozwojówka - 2 rg /-
BMI - 22,1 / +
Wtopy na 5 i 7 G.G. - 0 /+
Wykonanie planu treningowego - 30 % /-
Starty - 2/+
50upy - 0

ACHTUNG!!!
Integra o 9-tej.

NASI TU BYLI
 Jakby co to zgrupowanie w Varnie.

 Z OSTATNIEJ CHWILI
Wyjazd karawany na Sobótkę 19.09 oczywiście o 9-tej spod wieży.