czwartek, 30 czerwca 2016

Czerwiec

Czerwiec zaczął się pierwszym czempionatem grupy. Oczywiście Tour de Leszno. Frekwencja marna więc wszyscy uczestnicy na podium co jednakoż nie umniejsza triumfu Jurasa. Znowu można się zwracać do niego per Mistrzu. Drugi Tomek a Prezes Bodek , który czuwał nad całością stadka, trzeci. I taka też aktualna kolejność w WKKW.
1. Juras - 1
2. Tomek - 2
3. Bodek - 3
Tylko Juras zaliczył  50up   i.... tylko ci trzej aktywiści, niezłomni a waleczni, mają szansę na zabranie mi z półki złotych korb.




Nazajutrz drugi Prezes (ach, jaki ten Zarząd aktywny) wystartował w triatlonie w Ślesinie. Ukończył... 50upu nie zaliczył (też jest skromny) ale ... poprawił swój najlepszy czas o prawie 5 minut. Jeżeli nadal będzie czynił takie postępy to w M70 niechybnie wespnie się na podium.





W tym czasie Kurier obstawiał MP masters na torze. A było tak:
"1 dzień spokojnie i stabilnie 
spóźniony i od razu wyczytany bez rozgrzewki pobił swój rekord o 0.01 sek
200 m z lotnego - 13.029 sek.
12 km scratch - 5 miejsce kat. i chyba 6 open przyjazd w grupie (śr. 46 km/h)
2 dzień niespokojnie i kraksa
wyścig punktowy - leżałem w kraksie trochę obolały i osłabiony pojechałem po chwili 1 km
1 km z zatrzymanego - 1:15.40 sek 7 miejsce (średnia 48 km/h), pobity swój rekord o 3 sek.
W tym roku zjechała się czołówka mastersów torowych i najmocniejsi i najliczniejsi w mojej kat. M3. 
Ale nabrałem doświadczenia i w przyszłym roku powalczę o medal! "


Jako, że Prezes to człek cierpliwy a zawzięty co nieco to w tydzień później wystartował w triatlonie Mietków. No bo jak tu nie wystartować na własnych śmieciach?! Co z tego, że boli pięta, że kostka skręcona, że łokcie ... A trza było się tak rozpychać? A trza było po tych kamolach na Ślęży skakać?! Ponarzekał trochę ale wystartował. Tym razem niewiele zabrakło do 50upu. Ośmiu przed, ośmiu za nim. Idealnie w środku stawki. Pomógł doping klubowy na trasie rowerowej i biegowej. Tylko jedno miejsce i by było dobrze. To przez to co nikt w wodzie nie dopingował. Poprawcie się kibole ;).


 Wszedł do wody młody .... wyszedł ....


... stary ale ...



.. jary ...



... unosi obie kończyny w galopie ...


 ... na mecie uciekając młodej. Taaaak za Prezesem ganiają jeszcze młode laski ;).  A co! Antyki mają jednak swój urok.

Tymczasem Rychu i Krzysiek odwiedzili Koźmin i wzięli udział w VIII KMR czyli Koźmińskim Maratonie Rowerowym. Lokalna impreza o niepowtarzalnym klimacie. Zawodnicy puszczani grupami wiekowymi. Jakie to proste. Czyli można nie udawać, że się losuje. Niesamowite! Organizacja jak zwykle dobra, asfalty coraz lepsze a korytko do syta i to przy startowym 40 zet. Czyli można! Jakie to dziwne. Rychu szósty a Krzysiek czwarty. Podobno tempo było okrutne. Krzysiek spoko 50up a Prezes Senior idealnie  w środku. Pięciu przed nim, pięciu za nim. To taki nowy myk zarządu!

Jako, że złote korby i upór maniaka zobowiązuje w następnym tygodniu Prezes znowu poszedł w triatlony. Tym razem w Radkowie z racji wrodzonego masochizmu (2x podjazd pod Karłów). Szło pięknie. Zbyt pięknie! Pływanie pierwszy raz cały dystans kraulem mimo tradycyjnej pralki. Paru chcących na mnie wpłynąć lekko skopałem bo nie ustępowali. Nie jestem może Juras ale chyba też mam zacny zadek. Potem, pierwszy podjazd pod Karłów. Przejście nóg na tryb rowerowy już po kilometrze i mozolne łykanie rywali. Nawrotka i ostry zjazd ze swobodnym połykaniem rozważnych i ... bum! Za mało rozwagi! Na jednym z ostatnich ostrych zakrętów mokro i ślizg na lewym boku w przeciwległe pobocze. Na szczęście bez kolizji z pnącymi się w górę. Lala, suka cwana, poszła górą więc jej jak zwykle prawie nic. Izotonik z bidona na rany i wio w dół. Adrenalina hamuje ból a izotonik krew. Drugi podjazd w dobrym tempie ale zjazd już spoko. Teraz mnie mijają. Szybka zmiana w kapcie! Po kilometrze adrenalina spada i zaczyna się walka z bólem. Łokieć, kolano, górne żebra. Cała lewica dostaje w d... . Pierwsza runda ciężka. Czasami marsz. Powoli wraca wkur... a z nim adrenalina. Ostatnie 2 km w tempie 30 sekund niższym od zakładanego przed startem ale już po ptokach. Na metę godnie i na punkt opatrunkowy. Zmywanie kurzu, piasku i asfaltu z ran. Pełna radocha dla ciała. Mimo braku 50upu zadowolenie jest. Masochiści tak mają. Najlepsze w karierze pływanie i czas lepszy od poprzedniego startu w Radkowie o 7 minut. Szczyt formy był ale ... rozumku zabrakło :).







Teraz lizanie ran i przynajmniej 3-tygodniowa regeneracja po czterech wyczerpujących startach w ciągu trzech tygodni. Potem sado-maso rusza od nowa.

Kociarze (Krzysiek i Maciek) pojechali na Koronę Kocich Gór do Trzebnicy i ...
"Na brukach zabrałem się do ucieczki 8 osobowej, dawaliśmy mocne zmiany żeby odjechać... peleton gonił ale... nas nie dogoniat! Niektórzy dawali słabe zmiany więc trzeba było trochę podkręcić, za co zapłaciłem na szczycie Prababki. 40 m przed metą na płaskim skurcz i puściłem korby. Parę osób mnie wyprzedziło. I tak jest 9 open (na 135 startujących) i 7 w kategorii"
Krzysiek 26 w kategorii. Bez 50upu ale zdrowy!







... a na koniec miesiąca Kurier aktywista znowu kosi na torze jak leci





Górska czasówka zostaje przełożona na druga połowę lipca. Termin do ustalenia w drodze zgłoszeń.