wtorek, 2 lipca 2019

NASI TAM BYLI

Jest czas startów i jest czas regeneracji. Oczywiście nasi bywają. Tym razem zasłużony odpoczynek  po  szczytowaniu w Mietkowie. Najsamprzód to regeneracja. Gorącej wody na Islandii dostatek.


 Gorzej z zaopatrzeniem w regenery...

Po przedarciu się przez góry i bezdroża trzeba jeszcze znaleźć Vinbudin. To jedyny sklep gdzie można się zaopatrzyć. Otwarty zazwyczaj od 11stej do 18stej. W soboty do 16stej a w niedzielę nieczynny. Jak źle traficie to do najbliższego jest i ponad 100 km. 
Ale dla spragnionego nie ma nic trudnego...

... nawet gdy trzeba zahaczyć o lodowiec ...

Nasz człowiek nie rezygnował...
A szlak (szlag by go...) nie był łatwy...

 Na wyspach nie ma więc tam się nie wybierajcie na dłużej...

I tak dotarł nasz człowiek do stolicy tego kraju gdzie zaliczył wieloetapówkę... 

... podobno najlepsza regeneria w stolicy...

 ... były też francuskie klimaty ...

 ... różne regenery...

... kolejna to najbardziej klimatyczna ...

... już troszkę niewyraźnie ale była druga w nocy... albo raczej w dzień...

 ... tu już było bardzo późno albo i nawet wcześnie... nasz człowiek ledwie się załapał pomagając wnosić krzesła ... i był nawet nasz czarny przyjaciel ale taki jakiś całkiem niewyraźny więc fotki ni mo...


... spać już nie było jak  więc ranek witamy małym porterkiem.
Były też milusie koniki... 

... właściwie to kuce islandzkie... ale ...

....owieczki są najlepsze ... beee, beee...
... zwłaszcza z grilla  w hotpocie (ichnia wanna z gorącą wodą)...

... oczywiście trzeba coś na trawienie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz