niedziela, 15 września 2019

JESIEŃ


Nie da się ukryć... to szybko minie. Ale dość rozmamłania.

Triathlon Radków
Mimo chłodu i niechęci do wczesnego wstawania Martinez wystartował w Radkowie. Tam już czuć jesień. Woda była deko zimna, jazda na Karłów i abarot w mokrym stroju nie była zbyt miła, zwłaszcza w czasie zjazdu. Potem biegusiem w stronę Czech i zaś abarot ku mecie... na szczęście z górki. Konkurencja niewielka. Raz to profil trasy ...

... dwa to pora roku a co za tym idzie panujący w górach chłodek... trzy to raz jeszcze jesień... jesień żywota. Taak... do tego sportu ludzie w jesieni swego żywota, nie zawsze poczciwego, za bardzo się nie pchają. O ile w biegach i rowrach jest nas sporo to w triathlonie nie ma tłoku. Czy to znaczy, że jest łatwiej zapudłować? Chyba nie. Treningi dzień po dniu a nierzadko dwa dziennie. Trzeba dużo wytrwałości. Poświęcenie dużej ilości czasu też nie jest bez znaczenia. Jest przecież tyle ciekawych rzeczy do robienia. Na dodatek mniej męczących. Czy jest przyjemniej? Tak... dla sado-maso stanowczo tak! Więc czemu nie?!  Lepsze to niż smaganie pejczem chociaż... . Czasami rywali niewielu ale to już jesień. Nie ma co płakać. Ostatecznie to walka ze swoimi słabościami a rywale to dodatek. Jak jest ich więcej to podium bardziej smakuje ale jak się nie ma co się lubi ...  to samotne maso też można pokochać ... zwłaszcza że łańcuch zawsze pod ręką a podtapianie, tym razem była "pralka", toż to klasyka maso! I love this game!
Oczywiście w jesieni przeszło się z 1/4 na 1/8 chociaż marzył się IM. Noooo ... co najmniej 1/2 IM, ale na pewno  nie w Radkowie. Połówka  w Radkowie to masakra, rzeź... rozkosz. To rzeczywiście zabawa dla terminatorów.  Prawie dwa kilometry w zimnej wodzie. Do tego Karłów cztery razy a na koniec wisienka ... bieg na 24 km z 805 metrami przewyższenia. 1920 m przewyższenia przy 90 km jazdy na rowerze to przy tym biegu pikuś. Chociaż patrząc na profile peletonu zawodowego to jednak też nie pikuś. Rzeczywiście zgodnie z zapowiedzią organizatora był to Dzień Sądu. Byłem, widziałem. Prawdziwi masochiści istnieją i mają się dobrze. Widziałem ostatnią uczestniczkę części rowerowej. Gdy zeszła z rowra ledwie ruszała nogami i gdyby nie opierała się o rower to pewnie by zaliczyła glebę. Przed nią był jeszcze ten bieg. Mam nadzieję, że sędziowie zdjęli ją z trasy bo limitu czasowego to ona na pewno by nie zaliczała. Prędzej zejście. To już nie było maso, to było szaleństwo. Nawet w masochizmie trzeba znać granicę.
Na koniec wynik naszego jedynaka.

Martinez - 1 kat., 50up

Tym razem trofiejki w pomarańczy.

I pamiętajmy kto tu rządzi ...

Z ostatniej chwili
Odbyła się próba generalna Plenum. Niemal wszystkie punkty programu zostały przetrenowane. Główny tematem w ramach DKK (w zastępstwie DKFu) było kolarstwo i rowery. Omawianie nieobecnych zostało pominięte. Biorąc pod uwagę niską frekwencję trwałoby to zbyt długo. Tematu kobiet prawie nie poruszono. Znowu! W ramach wolnych wniosków padła propozycja aby próby takie przeprowadzać częściej co umocniłoby naszą pozycję jako Dyskusyjnego Klubu Kolarskiego. Została jednak ona odrzucona gdyż na miejscowym rynku kolarskim jesteśmy w tym względzie bezwzględnym dominatorem a przesada w treningu nie jest dobra. Przetestowano też różne ciecze mające wpływ na płynność wymowy uczestników spotkania. Wielka w tym zasługa Podczaszego grupy. Właściwie biorąc pod uwagę wielkie zaangażowanie naszego funkcyjnego trzeba by go raczej zwać Czaszym! Próba odbyła się pod nadzorem PrezesA , który biorąc pod uwagę wynik Martineza potwierdził, że nadal będzie sponsorował jego regenerację.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz